Weronika: Jutro święto zmarłych, a ja dzisiaj byłam w przychodni po leki. Spotkałam swojego byłego partnera, partnera z młodych, szalonych 80-tych lat. Zmienił się trochę, postarzał, zmarniał. Od wielu lat jest pacjentem metadonu. To czasami jedyny sposób jeżeli ktoś nie radzi sobie z rzuceniem narkotyków. Jak opowiadał nie dobiera, nie pije i nawet rok temu rzucił palenie. - To jak zdrowie - pytam - lepiej pewnie? Pokręcił przecząco głową. - Odporność prawie zerowa, a wiremia galopująca....Zrobiło się smutno. Nie jest na leczeniu, po prostu nie bierze leków. Coś opowiadał, że jego organizm ich nie przyswaja, że ma odruch wymiotny, że lekarze są bezradni. Bzdura jakaś. Jest tyle możliwości doboru różnych leków, ich zmiany, możliwości są nieograniczone. Trzeba tylko chcieć, chcieć żyć i zaufać medycynie. Wiele osób, szczególnie na programach metadonowych czy czynnie uzależnionych wierzy w mit, że leki rujnują całe życie, bo człowiek jest z nimi związany do śmierci. Metadon też trzeba przyjmować codziennie, żeby funkcjonować prawda? Szkoda, że czasami nie myśli się dalej niż dzień dzisiejszy lub kilka dni do przodu. Rozbuchane są też skutki dolegliwości polekowych. Ciekawym jest fakt, że kobiety ciężarne + wchodzące na terapię ARV nie odczuwają praktycznie żadnych skutków ubocznych.
Trzeba cieszyć się z tego co dzisiaj z faktu, że leczenie jest, jest darmowe i jest skuteczne. Osoby z innymi też przewlekłymi chorobami często nie mogą sobie pozwolić na kupno leków lub nie doczekają w kolejce do swojego miejsca przyjętych na leczenie..... Taka refleksja jak doceniać, życie i cieszyć się i widzieć pozytywy pozytywnego życia przed 1 listopada.
piątek, 31 października 2014
środa, 22 października 2014
PLUSY Z BYCIA PLUS
VIKI:
WCZORAJ BYŁAM NA SPOTKANIU WŚRÓD OSÓB ZAKAŻONYCH, NIE ZAKAŻONYCH, ZDROWYCH I CHORYCH. Uświadomiłam sobie wiele ważnych rzeczy. Najważniejsza to ta , że z posiadania w sobie takiego stworzenia jak HIV wbrew pozorom daje dużo plusów w życiu. (W sumie dawno do tego doszłam, ale czasami sobie przypominam w takich sytuacjach jak wczoraj.). Może plusy, o których wspomnę są luksusem osoby mieszkającej w dużym mieście, ale należy też podejść do tego, że trzeba się cieszyć, że są w ogóle takie miejsca.
PLUSY Z HIV: :-)
Medyczne
1.W JEDNYM BUDYNKU DOSTĘP DO WIELU SPECJALISTÓW
2. KRÓTKI A NAWET BARDZO KRÓTKI CZAS OCZEKIWANIA NA WIZYTĘ U NICH.
3.NIE TRZEBA SIĘ PROSIĆ O BADANIA
Socjalno/personalne
1. Mnóstwo instytucji pozarządowych zajmujących się działaniem na rzecz osób zakażonych oraz ich bliskich co wiąże się:
- z dostępem do pomocy prawnika, psychologa, pracownika socjalnego itp. - ZA DARMO
- możliwość poznania świetnych nowych ludzi , którzy mają ten sam "problem"
- możliwość wspólnych spotkań, wyjazdów itp.
- STAŁY DOSTĘP DO WIEDZY W TEMACIE HIV - spotkania/wykłady/warsztaty z lekarzami, edukatorami seksualnymi, doradcami
Indywidualne
1. Z czasem dochodzimy do tego ,że są gorsze choroby niż zakażenie
2. Rozwój zakażenia zależy tylko i wyłącznie od nas w przeciwieństwie do innych chorób. Jeśli będziemy dbali o siebie, stosowali się do zaleceń naszych lekarzy to tak naprawdę 90% sukcesu gwarantowane :-)
3. Bardziej jesteśmy chętni do niesienia pomocy chociaż by tej związanej z profilaktyką. EDUKACJA INNYCH ZMNIEJSZA W SPOŁECZEŃSTWIE STYGMATYZACJĘ A CO ZA TYM IDZIE NASZE ŻYCIE STAJE SIĘ CORAZ BARDZIEJ NORMALNE , ZMNIEJSZAJĄ SIĘ NASZE LĘKI, STRACH.
4. Zlikwidowanie TABU w temacie seksu, powiększa nasze horyzonty do nowych doznań. Można go uprawiać bezpiecznie a przy tym szaleńczo :-).
To kilka plusów z bycia plus :-).
Moje motto na dziś " JEŻELI JEST CI ŹLE, TO ROZŁÓŻ TO ZŁO NA CZYNNIKI PIERWSZE A DOSZUKASZ SIĘ MNÓSTWO DROBNYCH RZECZY, KTÓRE NADAJĄ SENS I UŚMIECH"
WCZORAJ BYŁAM NA SPOTKANIU WŚRÓD OSÓB ZAKAŻONYCH, NIE ZAKAŻONYCH, ZDROWYCH I CHORYCH. Uświadomiłam sobie wiele ważnych rzeczy. Najważniejsza to ta , że z posiadania w sobie takiego stworzenia jak HIV wbrew pozorom daje dużo plusów w życiu. (W sumie dawno do tego doszłam, ale czasami sobie przypominam w takich sytuacjach jak wczoraj.). Może plusy, o których wspomnę są luksusem osoby mieszkającej w dużym mieście, ale należy też podejść do tego, że trzeba się cieszyć, że są w ogóle takie miejsca.
PLUSY Z HIV: :-)
Medyczne
1.W JEDNYM BUDYNKU DOSTĘP DO WIELU SPECJALISTÓW
2. KRÓTKI A NAWET BARDZO KRÓTKI CZAS OCZEKIWANIA NA WIZYTĘ U NICH.
3.NIE TRZEBA SIĘ PROSIĆ O BADANIA
Socjalno/personalne
1. Mnóstwo instytucji pozarządowych zajmujących się działaniem na rzecz osób zakażonych oraz ich bliskich co wiąże się:
- z dostępem do pomocy prawnika, psychologa, pracownika socjalnego itp. - ZA DARMO
- możliwość poznania świetnych nowych ludzi , którzy mają ten sam "problem"
- możliwość wspólnych spotkań, wyjazdów itp.
- STAŁY DOSTĘP DO WIEDZY W TEMACIE HIV - spotkania/wykłady/warsztaty z lekarzami, edukatorami seksualnymi, doradcami
Indywidualne
1. Z czasem dochodzimy do tego ,że są gorsze choroby niż zakażenie
2. Rozwój zakażenia zależy tylko i wyłącznie od nas w przeciwieństwie do innych chorób. Jeśli będziemy dbali o siebie, stosowali się do zaleceń naszych lekarzy to tak naprawdę 90% sukcesu gwarantowane :-)
3. Bardziej jesteśmy chętni do niesienia pomocy chociaż by tej związanej z profilaktyką. EDUKACJA INNYCH ZMNIEJSZA W SPOŁECZEŃSTWIE STYGMATYZACJĘ A CO ZA TYM IDZIE NASZE ŻYCIE STAJE SIĘ CORAZ BARDZIEJ NORMALNE , ZMNIEJSZAJĄ SIĘ NASZE LĘKI, STRACH.
4. Zlikwidowanie TABU w temacie seksu, powiększa nasze horyzonty do nowych doznań. Można go uprawiać bezpiecznie a przy tym szaleńczo :-).
To kilka plusów z bycia plus :-).
Moje motto na dziś " JEŻELI JEST CI ŹLE, TO ROZŁÓŻ TO ZŁO NA CZYNNIKI PIERWSZE A DOSZUKASZ SIĘ MNÓSTWO DROBNYCH RZECZY, KTÓRE NADAJĄ SENS I UŚMIECH"
środa, 1 października 2014
PIES... DOBRO NA KAŻDE ZŁO czyli jak wyleczyć się z problemów związanych z HIV
VIKI:
Ostatnio dużo rozmyślałam, co tak naprawdę daje mi poczucie szczęścia. Wiele złego dzieje się w koło mnie, sporo z tych rzeczy muszę przyjmować na tzw. "klatę", pomimo, że to mnie nie dotyczy. Do tego moje wewnętrzne problemy np. pytania : Dlaczego muszę odkładać na emeryturę , której najprawdopodobniej nie doczekam?. Bo leki lekami, ale do 70 to raczej nie doczekam, pracując tak intensywnie :-), czy wiecznie będzie mnie prześladował strach przed zmianą pracy? itp. Gdy dopadło mnie już apogeum moich zmartwień, postanawiałam znaleźć rozwiązanie. Stworzyłam w swojej głowie , listę rzeczy i osób, które dają mi poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Na koniec okazało się, że PIES jest stworzeniem, dla którego chce mi się żyć, bo wiem, że dla niego jestem całym światem. Jemu bez różnicy czy mam HIV ,czy go nie mam. Nie ma lęku, blokady jak mnie widzi. Cieszy się na mój widok nawet gdy zniknę mu z oczu na chwilę idąc do ubikacji. Wieczorami jak wraca ze spaceru zawsze sprawdza czy leże tam gdzie leżałam jak wychodził. Rano budzi mnie wielkim całusem, pełnym radości jak tylko otworzę oczy. Codziennie wtulając łeb w moje ramię spokojnie usypia. Na spacerach zachęca mnie do wspólnej zabawy. Przy nim zapominam o wszystkim. Wyciszam się, uspokajam.
Ludzie są tylko ludźmi, moim zdaniem nigdy do końca nie można im ufać. Nawet kiedy kierują się bezinteresowną pomocą, zawsze na pierwszym miejscu wybiorą swoje dobro. Ze zwierzętami jest zupełnie inaczej. One działają instynktownie, bezinteresownie. Kochają całym swoim serduszkiem......
TA SUNIA JEST W CHWILI OBECNEJ DO ADOPCJI JEŚLI KTOŚ MA OCHOTĘ MIEĆ PRZYJACIELA NA DOBRE I ZŁE JAK JA ......
Ostatnio dużo rozmyślałam, co tak naprawdę daje mi poczucie szczęścia. Wiele złego dzieje się w koło mnie, sporo z tych rzeczy muszę przyjmować na tzw. "klatę", pomimo, że to mnie nie dotyczy. Do tego moje wewnętrzne problemy np. pytania : Dlaczego muszę odkładać na emeryturę , której najprawdopodobniej nie doczekam?. Bo leki lekami, ale do 70 to raczej nie doczekam, pracując tak intensywnie :-), czy wiecznie będzie mnie prześladował strach przed zmianą pracy? itp. Gdy dopadło mnie już apogeum moich zmartwień, postanawiałam znaleźć rozwiązanie. Stworzyłam w swojej głowie , listę rzeczy i osób, które dają mi poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Na koniec okazało się, że PIES jest stworzeniem, dla którego chce mi się żyć, bo wiem, że dla niego jestem całym światem. Jemu bez różnicy czy mam HIV ,czy go nie mam. Nie ma lęku, blokady jak mnie widzi. Cieszy się na mój widok nawet gdy zniknę mu z oczu na chwilę idąc do ubikacji. Wieczorami jak wraca ze spaceru zawsze sprawdza czy leże tam gdzie leżałam jak wychodził. Rano budzi mnie wielkim całusem, pełnym radości jak tylko otworzę oczy. Codziennie wtulając łeb w moje ramię spokojnie usypia. Na spacerach zachęca mnie do wspólnej zabawy. Przy nim zapominam o wszystkim. Wyciszam się, uspokajam.
Ludzie są tylko ludźmi, moim zdaniem nigdy do końca nie można im ufać. Nawet kiedy kierują się bezinteresowną pomocą, zawsze na pierwszym miejscu wybiorą swoje dobro. Ze zwierzętami jest zupełnie inaczej. One działają instynktownie, bezinteresownie. Kochają całym swoim serduszkiem......
TA SUNIA JEST W CHWILI OBECNEJ DO ADOPCJI JEŚLI KTOŚ MA OCHOTĘ MIEĆ PRZYJACIELA NA DOBRE I ZŁE JAK JA ......
piątek, 26 września 2014
Testowanie, testowanie......
Weronika:
W ostatnim tygodniu przeżyłam MegaStres...ufff. Żyje w związku plus-minus. Ja "pozytywna", on też człowiek pozytywny ;), ale sero-ujemny czyt. zdrowy, bez HIV (prosto czasami trzeba pisać bo nie wszyscy znają się na medycznych określeniach). W takim związku jesteśmy od wielu lat. Czy sytuacje ryzykowne zdarzają nam się w łóżku? Staramy się unikać, robić wszystko by zminimalizować, wykluczyć ryzyko w seksie. Jednak w seksie różnie bywa. Pomimo swojej bogatej wiedzy, a może właśnie w związku z nią człowiek analizuje, przetwarza komplikuje. Czy seks oralny jest aby zawsze bezpieczny? Z różnych źródeł spływają różne informacje i niestety często mylne choć podawane przez "tzw.: specjalistów". Wymierne i ważne dla mnie jest badanie przeprowadzane na parach plus-minus pod nazwą PARTNER, niestety wyniki badania dostępne są tylko w języku angielskim. Badanie to wykazuje minimalizację ryzyka zakażenia w kontaktach seksualnych w parach o rożnych statusach serologicznych pod warunkiem, że partner jest na skutecznej terapii ARV i ma niewykrywalną wiremię. I oczywiście w związku nie ma zdrad. Jednak do rzeczy. Mój partner rankiem przy kawie poinformował mnie, ot tak, od niechcenia, że zrobił sobie wszystkie badania (?!)
- Jakie wszystkie zapytałam? - krztusząc się kawą.
- No na HIV i przy okazji na HCV. Cisza. Myślę - dobrze, że zrobił.
- Boję się ale trochę...- dodał -wyniki mam dzisiaj po 16.00. Poszłam do pracy. Wiedziałam, że musi wyjść minus, ale bałam się jak diabli. Dlaczego? Nie potrafię sobie tego racjonalnie wytłumaczyć. Właśnie cóż z tego, że mam wiedzę, rozumek mówił mi, a może specjaliści się mylą, a może w tym wypadku się pomylą, coś nie zagra... Masakra. Lęk rósł z godziny na godzinę. Zły podpowiadacz siedzący w mojej głowie nie ustawał.
- A co będzie jeżeli wyjdzie plus/ Jak będziemy żyć? Najgorsze, że w takich chwilach człowiek zdaje sobie sprawę, że wchodząc w związek, podejmując współżycie płciowe powinien wymagać od partnera papieru z badań, że jest zdrowy. Co byłoby, gdyby pomimo wszystkich najbardziej zdrowych sposobów profilaktyki okazało się, że byłby zakażony, a stało się to z inną partnerką? Czy uwierzyłby, jakby na mnie patrzył? W głowie kotłowało się jak w ulu. Wydawało mi się, że czas do godziny 16.00 zamienił się w jakiś wielogodzinny maraton. Zadzwoniłam do przyjaciółki, która ma za sobą wiele takich chwil, ma zdrowego pantera, testującego się wielokrotnie. Pomogło trochę. Poszliśmy wszyscy razem we trójkę po wyniki i wszystko zakończyło oczywiście dobrze, bo jak by mogło być inaczej. Teraz o tym myślę, że nic nie mogło zaskoczyć nas w sposób niepozytywny czy właśnie"pozytywny". Tylko to teraz! Na chłodno. A wtedy głowa sobie, a lęk w duszy. W życiu często tak jest!
Przypomniał mi się w tym momencie ostatni spektakl "Miss HIV" granej w Och- teatrze i takie zdanie:
- Taka mądra jesteś wróżka, a zakażenia nie uniknęłaś?
- Rozum swoje, a dupa swoje - odpowiedziała Irina.
I tym szczęśliwym i kontrowersyjnym akcentem kończę na dziś.
W ostatnim tygodniu przeżyłam MegaStres...ufff. Żyje w związku plus-minus. Ja "pozytywna", on też człowiek pozytywny ;), ale sero-ujemny czyt. zdrowy, bez HIV (prosto czasami trzeba pisać bo nie wszyscy znają się na medycznych określeniach). W takim związku jesteśmy od wielu lat. Czy sytuacje ryzykowne zdarzają nam się w łóżku? Staramy się unikać, robić wszystko by zminimalizować, wykluczyć ryzyko w seksie. Jednak w seksie różnie bywa. Pomimo swojej bogatej wiedzy, a może właśnie w związku z nią człowiek analizuje, przetwarza komplikuje. Czy seks oralny jest aby zawsze bezpieczny? Z różnych źródeł spływają różne informacje i niestety często mylne choć podawane przez "tzw.: specjalistów". Wymierne i ważne dla mnie jest badanie przeprowadzane na parach plus-minus pod nazwą PARTNER, niestety wyniki badania dostępne są tylko w języku angielskim. Badanie to wykazuje minimalizację ryzyka zakażenia w kontaktach seksualnych w parach o rożnych statusach serologicznych pod warunkiem, że partner jest na skutecznej terapii ARV i ma niewykrywalną wiremię. I oczywiście w związku nie ma zdrad. Jednak do rzeczy. Mój partner rankiem przy kawie poinformował mnie, ot tak, od niechcenia, że zrobił sobie wszystkie badania (?!)
- Jakie wszystkie zapytałam? - krztusząc się kawą.
- No na HIV i przy okazji na HCV. Cisza. Myślę - dobrze, że zrobił.
- Boję się ale trochę...- dodał -wyniki mam dzisiaj po 16.00. Poszłam do pracy. Wiedziałam, że musi wyjść minus, ale bałam się jak diabli. Dlaczego? Nie potrafię sobie tego racjonalnie wytłumaczyć. Właśnie cóż z tego, że mam wiedzę, rozumek mówił mi, a może specjaliści się mylą, a może w tym wypadku się pomylą, coś nie zagra... Masakra. Lęk rósł z godziny na godzinę. Zły podpowiadacz siedzący w mojej głowie nie ustawał.
- A co będzie jeżeli wyjdzie plus/ Jak będziemy żyć? Najgorsze, że w takich chwilach człowiek zdaje sobie sprawę, że wchodząc w związek, podejmując współżycie płciowe powinien wymagać od partnera papieru z badań, że jest zdrowy. Co byłoby, gdyby pomimo wszystkich najbardziej zdrowych sposobów profilaktyki okazało się, że byłby zakażony, a stało się to z inną partnerką? Czy uwierzyłby, jakby na mnie patrzył? W głowie kotłowało się jak w ulu. Wydawało mi się, że czas do godziny 16.00 zamienił się w jakiś wielogodzinny maraton. Zadzwoniłam do przyjaciółki, która ma za sobą wiele takich chwil, ma zdrowego pantera, testującego się wielokrotnie. Pomogło trochę. Poszliśmy wszyscy razem we trójkę po wyniki i wszystko zakończyło oczywiście dobrze, bo jak by mogło być inaczej. Teraz o tym myślę, że nic nie mogło zaskoczyć nas w sposób niepozytywny czy właśnie"pozytywny". Tylko to teraz! Na chłodno. A wtedy głowa sobie, a lęk w duszy. W życiu często tak jest!
Przypomniał mi się w tym momencie ostatni spektakl "Miss HIV" granej w Och- teatrze i takie zdanie:
- Taka mądra jesteś wróżka, a zakażenia nie uniknęłaś?
- Rozum swoje, a dupa swoje - odpowiedziała Irina.
I tym szczęśliwym i kontrowersyjnym akcentem kończę na dziś.
środa, 24 września 2014
Gonitwa myśli .....
VIKI:
Lato było przepracowane i to w dokładnym słowa znaczeniu :-(. Brak czasu aby zadbać o siebie, ciągła amnezja lekowa. Teraz gdy ten najgorszy maraton (mam nadzieję) w pracy się zakończył, zaczyna odczuwać skutki. Wiecznie ospała, zdezorientowana, osłabiona. Wiem, że powinnam iść zrobić badania, w końcu ponownie zacząć brać leki :-(, ale nie ukrywam , że teraz to się trochę boję. Wiem, że wyniki mogą być pod sufit. Zmiana praca - ok- tylko wbrew pozorom to nie jest takie proste :-(. Bezprawnie ale chcą wyników w kierunku HIV, więc ugrzęzłam w miejscu , gdzie jak wychodzę to nie mam pojęcia jak się nazywam. Do końca tego roku mam umowę i też nie mam pojęcia czy mi przedłużą :-( Z jeden strony pozbyła bym się problemu, z drugiej nabawiła do końca nerwicy za co spłacę rachunki. Koniec roku dla mnie zawsze jest trudny i pod górkę. Póki co jeszcze trzy miesiące, więc żyję cichą nadzieją, że będzie lepiej niż w zeszłym roku.
Lato było przepracowane i to w dokładnym słowa znaczeniu :-(. Brak czasu aby zadbać o siebie, ciągła amnezja lekowa. Teraz gdy ten najgorszy maraton (mam nadzieję) w pracy się zakończył, zaczyna odczuwać skutki. Wiecznie ospała, zdezorientowana, osłabiona. Wiem, że powinnam iść zrobić badania, w końcu ponownie zacząć brać leki :-(, ale nie ukrywam , że teraz to się trochę boję. Wiem, że wyniki mogą być pod sufit. Zmiana praca - ok- tylko wbrew pozorom to nie jest takie proste :-(. Bezprawnie ale chcą wyników w kierunku HIV, więc ugrzęzłam w miejscu , gdzie jak wychodzę to nie mam pojęcia jak się nazywam. Do końca tego roku mam umowę i też nie mam pojęcia czy mi przedłużą :-( Z jeden strony pozbyła bym się problemu, z drugiej nabawiła do końca nerwicy za co spłacę rachunki. Koniec roku dla mnie zawsze jest trudny i pod górkę. Póki co jeszcze trzy miesiące, więc żyję cichą nadzieją, że będzie lepiej niż w zeszłym roku.
niedziela, 21 września 2014
okazuje się że leki trzeba brać jeszcze raz TRZEBA BRAĆ LEKI po niu danej próbie przrwy w lekach którą zapodałam sobie sama a która skończyła się pólpaścem i sporym spadkiem cd4 zebrałam się w sobie mocno pogadałam z lekarzem z ludźmi i znowu zaczęłam regularnie przyjmować leki , efekty są wspaniałe znowu mam siłę ,więcej energi no i dużoooo więcej cd4 a mniej się boję , nie choruję i wogóle BIERZCIE LUDZIE LEKI regularnie a pożyjecie dlugoooooooooooo
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Długo nie pisałam bo spotykam się z moim dawnym chlopakiem Wojtkiem, ogólnie jest smutno bo przestał widziec po polpaścu. Ale najpierw nie brał leków bo pił i pracował w Angli, fakt to żałosne tlumaczenie i ktoś powie ma co chciał, ale teraz bierze już leki,ma dobre cd4 i nie pije. No niestety nie widzi, narazie,a ja mam NADZIEJĘ.i cieszę się że znowu jest wśrod nas ,jeżdżę z nim do okulistów ,chodzę na spacery,czytam mu i opowiadam co widzę, ale jest smutno,bardzo smutno, bo nie wiadomo co zjego wzrokiem będzie.
Dlatego należy brać leki i już nigdy sobie nie odpuszczę (a bywalo róznie)
Niedlugo ogólnopolskie spotaknie w Szarlocie ,pojadę sama ,cieszę się są specjaliści ,dużo nowości , ludzi i wtedy widzę że nie jestem sama z hiv na tym świecie .Wygłupiamy się ,bwimy,grilujemy wszystko jak zdrowi ludzie. Naprawdę się cieszę ,zobaczę znajomych ,chwilą ciszy pożegnamy tych co odeszli ,będzie psycholog to powiem co mnie gryzie i ludzie tacy jak ja my się rozumiemy bez słów.
A poza tym to jakoś się trzymam chodzę do pracy ,jem leki ,dbam o psa a reszte czasu poświęcam Wojtkowi żeby nie czuł się w tej ciemności sam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)